wtorek, 4 lipca 2017

Wiśniówka czy nalewka wiśniowa?

Jak jest właściwa nazwa tego trunku?
Nalewka wiśniowa? Wiśniówka?
A może to zupełnie różne napitki?
:)
Wczoraj wieczorem zerwałam wiśnie. Z drzewa. Łatwo nie było :) Wiśnia broniła się :)
Ponieważ wiśnie były bardzo dojrzałe i było ich prawie całe wiadereczko, to postanowiłam - ambitnie - że zrobię nalewkę. Albo wiśniówkę.
No właśnie. Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić?

Poszukałam przepisów w inetrnecie i ...  przepisów jest mnóstwo.
Różne.
A poza tym nastawienie owoców do fermentacji wcale nie jest takie szybkie, jakby się to wydawało.
Drylowanie na początek, a potem, to przepisy mówiły różnie: zasypać cukrem i poczekać, aż puści sok, albo od razu zalać spirytusem, a potem dodać cukier rozpuszczony w wodzie. Albo użyć wódki.
Różne sposoby, zwariować można.

Godzina była już późna, więc stwierdziłam, że drylować nie będę i tym razem to zrobię kompociki, a o nalewce pomyślę innym razem.
Jak postanowiłam, tak zrobiłam.
I są :)
Słoików wyszło więcej, ale te ładnie ustawiły mi się do zdjęcia :)

A teraz prośba do Was - jak robicie wiśniówkę czy też nalewkę wiśniową? Czym to się różni?


Proszę o Wasze przepisy, bo mam zamiar jednak zrobić ten napój, ale muszę się do tego przygotować i, na pewno, nie może to być taka późna godzina jak wczoraj wieczorem :)

P.S.
Ze zgrozą stwierdziłam, że ostatni wpis na blogu miałam 28 kwietnia.
Jak ten czas leci :)

pozdrawiam

Gosia

2 komentarze:

  1. No to już tłumaczę moją metodę na wisniową nalewkę:). Po pierwsze nie dryluję, bo odpowiada mi ten posmak. Po drugie - zasypuję cukrem w ilości na oko, czekam, potrząsając słojem ( zwykle taki ogromny pięciolitrowy), aż się ten cukier w soku własnym rozpuści - przy tych temperaturach ze 3-4 dni. Mozna dodac miodu, wanilii, czego kto chce, ja zwykle niczego nie chcę. I zalewam wódką - nie spirytusem, bo mój mąz chemik twierdzi, że spirytus zabija kompletnie proces fermentacyjny, który ma tam jeszcze delikatnie zachodzić. Ile? a to znów na oko, jeśli wódka ma 40%, to wlanie tyle, ile tam już jest tego soku, da słabiutką naleweczkę. Trzymam to nadal z tymi wisniami, potrząsając jak mi sie przypomni, tak do grudnia, w jakimś ciemnym miejscu. Wtedy zlewam, i aby uzyskac pożądaną moc dolewam spirytusu, bo, przypominam, to dosyć słabe jest - ale wcale nie trzeba.
    metoda jest żadna, ale efekt doskonały:). Wszystkie nalewki tak robię, oprócz tej z kwiatów czarnego bzu. A, wiśnie po zlaniu nalewki sa doskonałe - po samym spirytusie sa bardzo ostre i takie jakby wysuszone, po mojej metodzie są tak smakowite, że ach, ach. Tylko trzeba sobie pestki wydłubywać. Chociaż jak ktoś chce, może je wydrylować od razu. Tylko po co....

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiśnie wydrylować lub nie i zalać je alkoholem. Odstawić na ok. 14 dni w nasłonecznione miejsce. Po tym czasie owoce zasypać cukrem. Odstawić na 7-10 dni, codziennie wstrząsać. Zlać syrop, dodać do niego pierwszy nalew, odstawić do piwnicy. Gdy nalewka dobrze się ustoi, zlać nalewkę znad ewentualnego osadu - schować dobrze na ok. 2 lata. Na zdrowie!

    OdpowiedzUsuń

Ciszę się, że do mnie zaglądasz. Dziękuję za komentarz