sobota, 1 września 2018

#finansowyninja

Kupiłam.
Podarowałam Córce.
Przeczytałam :)
"Finansowy ninja" Michała Szafrańskiego.
Michał prowadzi bloga o wiele mówiącym tytule JAK OSZCZĘDZAĆ PIENIĄDZE klik.
Trafiłam na Jego bloga przez przypadek. Poczytałam. Zainteresował mnie i ... kupiłam Jego książkę.
Czy warto?

Książka pięknie wydana, w twardej oprawie, na kremowym papierze - to tyle, jeśli chodzi o stronę wizualną.
Ale, przede wszystkim, napisana jest przystępnym językiem.


Treść, ujęta w 10 rozdziałach, mówi o oszczędzaniu, zarabianiu, inwestowaniu, planach na emeryturę, zabezpieczeniu stabilizacji finansowej dla rodziny, prowadzeniu budżetu domowego.
To przewodnik po finansach osobistych.
 
Michał, porzucił pracę na etacie i ... prowadzi bloga oraz podcast :)
Bloga, który był niejednokrotnie nagradzany. Gratulacje :)

Michał prosi, aby nie udostępniać i nie publikować fragmentów książki, więc pozostańmy przy okładce :)

Pułapki zastawiane przez banki, kredyty, ubezpieczenia, dochody, miesięczne koszty utrzymania, inwestycje, działalność gospodarcza - o tym wszystkim warto wiedzieć, by podnosić swoją świadomość finansową.
Według mnie nie wystarczy przeczytać tę książkę jeden raz. To jest poradnik, do którego trzeba wracać. Dopasowywać do swojej sytuacji i ... wyciągać wnioski.

Co mi dała ta książka i blog Michała? Zaczęłam przyglądać się bardziej uważnie domowym finansom. Przychodom i wydatkom. Założyłam swój arkusz kalkulacyjny, ale nie tak rozbudowany, jak u Michała (można go pobrać z bloga Michała tutaj). Dostosowałam go do swoich potrzeb. Uznałam, że nie muszę dokładnie wiedzieć ile wydaję np. na artykuły drogeryjne czy jedzenie na mieście. Tak dokładna wiedza nie jest mi potrzebna.

Po założeniu arkusza excel teraz już wiem - dokładnie, ile miesięcznie wynoszą przychody mojej rodziny, ile stałe wydatki, ile wydajemy "na życie", a ile możemy oszczędzić. Wcześniej nie miałam tak szczegółowej wiedzy.
 
Prowadzenie tego arkusza nie wymaga dużego zaangażowania z mojej strony, ani dużo czasu.
Wpisuję przychody swoje i męża, po zrobieniu przelewów na opłaty wpisuję je w odpowiednie pozycje "koszty stałe", wpisuję również kwoty, które uda mi się zaoszczędzić, a wszystko pozostałe to są właśnie koszty "na życie".
Gdy mam jakieś większe wydatki, to opisuję je sobie w komentarzach, aby mieć wiedzę dlaczego wydatki w tym miesiącu były większe, np. wyjazd na wakacje, uroczystości rodzinne, zakup mebli czy agd .....
Oczywiście "koszty stałe" to mogą być różne pozycje, np. opłata za przedszkole, opłata za kilka telefonów komórkowych itp. Chciałam tutaj pokazać tylko zasadę, którą stosuję.
Wprowadziłam również funkcje podsumowujące, w pionie i w poziomie, czyli np. wiem, że roczne utrzymanie auta wynosi nas X, a zaoszczędzić udało się Y, itd.
Dodałam też przeliczniki procentowe, więc widzę, czy np. przy zmiennych przychodach lub przy zmiennych wartościach opłat stałych (nie wszystkie opłaty są ponoszone w cyklach miesięcznych), czy wartość procentowa oszczędności i wydatków "na życie" utrzymuje się na tym samym poziomie.

Wiem, że Michał zaleca, aby ustaloną kwotę na oszczędności od razu, na początku miesiąca,  przelewać na inne konta i nie korzystać z niej. Ja się na to jeszcze nie odważyłam i robię to etapami, trochę na początku miesiąca, a trochę na koniec, gdy widzę ile zostało.

arkusz wydatków, budżet rodzinny


Dzięki blogowi Michała, i jego książce, jestem teraz bardziej świadoma swoich finansów. Uważam, że bez względu na wysokość budżetu, który mamy do dyspozycji, warto jest mieć nad nim kontrolę.

A czy Wy macie jakieś mechanizmy kontrolne swoich wydatków? Planujecie wydatki, oszczędności, czy wszystko "samo się toczy"?

pozdrawiam
Gosia

3 komentarze:

  1. Nie znam tego bloga ale mnie zaciekawiłaś, książką też...serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam zawsze mieszane uczucia co do takich porad.

    OdpowiedzUsuń

Ciszę się, że do mnie zaglądasz. Dziękuję za komentarz